Dlaczego nie chcesz jechać do Bukaresztu

Tajemnicą nie jest, że wielu turystów jeździ, by podziwiać. Jeździ, by oglądać piękne krajobrazy, smakować świetnej kuchni, doświadczać wypudrowanej i wygładzonej fasady miejsca. Choć sztucznej, to przecież pięknej.

Nic takiego na pewno nie znajdziecie w Bukareszcie. Mimo że Bukareszt stara się być bardzo europejski, to tej upragnionej zachodnioeuropejskowości nie widać gołym okiem.

Bukareszt to CYGANIE, dzieci wąchające klej, brudne, błagające o pieniądze, palące papierosy w towarzystwie matek. To matki trzymające na ręku nieporuszające się niemowlęta. Śpiewające w metrze, trzymając blisko siebie stąpające boso dzieci, które znów proszą o pieniądze.

Bukareszt to ŚMIERDZĄCE METRO, w którym w tygodniu tłoczą się tysiące ludzi podążające w tym samym kierunku do korporacji umieszczonych w tych samych zakątkach miasta. Poczujesz setki zapachów, zaznasz wielu przypadkowych szturchnięć, na każdej stacji dziesiątki ludzi będą Cię pytać: ‚wychodzi Pan’? I będą nieprzerwanie przebijać się przez tłum, żeby być jak najbliżej wyjścia, mimo iż metro dopiero co wyjechało ze stacji. Nie będziesz mógł oddychać, bo okien się nie otwiera nawet przy 47 stopniach na zewnątrz. Dlaczego? Bo może przecież kogoś przewiać.

Bukareszt to ŚMIECI, wszędobylskie, cóż się dziwić, jeśli w centrum miasta za śmietnik służą donice na kwiaty.

Bukareszt to CUCHNĄCA RZEKA – w samym centrum miasta, ze szczurami wychodzącymi z kanałów.

Bukareszt to ZDEZELOWANE BUDYNKI, nigdy nieodremontowane po trzęsieniu ziemi z 1977 roku.

Bukareszt to BETON – gdzie okiem nie sięgnąć – BETON, który zalewa miasto w upały, nie da 10414921_715055105219184_4640363206145553349_nCi cienia, bo co rusz, z budynku odpada jakaś jego część. Tak więc nie patrz pod nogi, tylko spoglądaj w niebo!

Bukareszt to SZALENI KIEROWCY, nikogo nie obchodzą zasady ruchu drogowego, wygrywa szybszy, większy, sprytniejszy. Klaksony, wszędzie klaksony – no bo co stoisz na czerwonym? Lepiej wymijać slalomem przechodniów, którzy próbują przebić się na drugą stronę na zielonym. A taksówkarze? Nie zapomnijmy i o nich. Nie znasz rumuńskiego? Słono zapłacisz, a poza tym przez całą drogę będziesz najprawdopodobniej drżał o swe życie. Taksówkarz pędzi na drodze dla tramwajów, przejeżdża chodnikami, w jednej ręce trzyma telefon, kierownicę i zmienia biegi, a w drugiej pali papierosa – i gada, i krzyczy i pokasłuje.

Bukareszt to PITIPOANCE I COCALARI. Nie umiesz się ubrać, nie szastasz kasą? Nie liczysz się. Życie na pokaz, na kredyt, szpan.

10649987_756540387737322_5590402160742100867_n

Na pewno słyszałeś o włóczących się psach – ‚dobra’ wiadomość – większość została już  uśmiercona, bo za dużo hałasu zrobiło się w mediach.

Jeśli lubisz dobrą obsługę, nie licz na to w Bukareszcie. Sami Rumuni mawiają: ‚Customer service – level 0. We like it this way’! (obsługa klienta – poziom zerowy. Lubimy w ten sposób!).

Pytasz o drogę? ‚O nieee! To daleko – weź lepiej autobus’!

A jednak Bukareszt nęci tych innych podróżników. Tych, co szukają oryginalności, odmienności, wyjątkowości. Bukareszt pełen kontrastów, obok zdezelowanych budynków, 1527118_623852051006157_450774743_nzobaczysz piękne hotele i banki. Beton w dzielnicy ambasad zmienia się w przyjemne dla oka budownictwo. Zobaczysz i łuk triumfalny. Ba! Nawet jeden z największych budynków na świecie.

Spotkasz też ludzi ciekawych świata, inteligentnych, posługujących się wieloma językami. Nie problem że nie znasz rumuńskiego – wielu ludzi posługuję się tu językiem angielskim. Wypijesz dobrą kawę, możesz dobrze i tanio zjeść, a i na pewno się zabawić.

Tylko nie szukaj załatanych dziur, bo prędzej czy później i tak w jakąś wpadniesz.

I cały w tym ‚urok’ Bukaresztu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *