Zapach Bukaresztu

Nie sposób go zignorować. Wkrada się w nozdrza niepytany. Ciężki i przenikliwy. Wysublimowana mieszanka spalin, wszędobylskich śmieci, śpiących na chodnikach bezdomnych, cygańskich dzieci wąchających klej i palących papierosy tuż przed twarzą złotozębnej mamy. Ale zapach Bukaresztu to również metro przesącone potem i lepkim dotykiem dłoni. To także miliony perfum i wód kolońskich w różnych cenach. Bo ważne jak wyglądasz.

Bukareszt i fetor Dymbowicy nieulegającej podmuchom wiatru. Miasto pełne kontrastów tworzy feerię zapachów skąpaną w ulicznym zgiełku. Klaksony rozszalałych taksówek, ‘un leu, va rog’ okrzyki,  rozżalony śpiew młodej cyganki trzymającej nieporuszające się niemowlę na ręku. I przyglądający się temu spektaklowi Rumuni, obojętni na obrazy, które stanowią przecież nieodzowny element miasta, dopełnienie jego zapachu.

Na szczęście nie czuć go na zdjęciach.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *