Magia rajskiej wyspy – Ilha Grande

Gdzieś w stanie Rio de Janeiro, niedaleko urokliwego miasteczka Angra dos Reis, znajduje się magiczna wyspa. A dlaczego magiczna? Gwarantuję, że jak tylko postawisz na niej stopę, nie będziesz chciał wyjeżdżać. Rzuca na ciebie urok niepostrzeżenie i nie chce wypuścić.

Ilha Grande. Z ponad setką plaż, dżunglą i odgłosami małp, wyrywającymi cię ze snu nad ranem, pięknym wzniesieniem Pico do Papagaio, do którego udają się z przewodnikami nocą turyści, żeby o świcie podziwiać wschód słońca, wyspa tylko zachęca do zgłębienia jej tajemnic.

Jak już wciągnie cię dżungla, klimat romantycznego forro, hamaki poruszające się z wolna w rytm twojego nastroju, unoszący się wszędzie zapach trawki i ludzie witający cię z uśmiechem na ulicy, zapraszający do degustacji lokalnych trunków, o tak! – caipirinha to zabójczy drink, wygląda i smakuje niewinnie, ale uwierz, ilość dodawanej cachacy jest niebezpieczna. Brazylijczycy nie pożałują ci alkoholu, to na pewno. Za jedyne 5 reali możesz na delikatnym rauszu tańczyć całą noc.

Na wyspie bardzo szybko poczujesz się jak w domu. Codziennie te same twarze, wzbogacane tylko o nowe porcje turystów. Ilha Grande jest w dużej mierze zamieszkana przez młodzieńców z Ameryki Południowej, w szczególności Argentyńczyków, którzy jak mawiają: jak już wpadniesz w szpony wyspy, nawet nie chce się uciekać (coś w tym stylu mniej więcej, na wyspie byłam w czerwcu zeszłego roku, więc wybaczcie, że nie przytoczę dokładnych słów). 😀 Wcześniej turyści, dziś mieszkańcy wyspy, za żadne skarby nie chcą się z niej ruszyć.

Poprzez Couchsurfing, tuż przed naszym przyjazdem, poznałam Argentyńczyka, który pracował tam, jako wspomniany już przewodnik – uganiający się za wschodami słońca. Sposób w jaki mówił o swojej pracy, przywodził tylko jedną myśl – cóż za uczucie, robić to, co się kocha! Nocami pływaliśmy w akwenie Oceanu Atlantyckiego, rankami szwędaliśmy się po dżungli i odkrywaliśy nowe plaże. Wieczora spędzane w gronie brazylijsko-argentyńskim, mimo mojej ubogiej znajomości języka hiszpańskiego i prawie zerowej znajomości portugalskiego, zawsze były rozgadane i roześmiane. Nadziwić się z przyjaciółką nie mogłyśmy, jak to możliwe że tak doskonale wszyscy się rozumiemy. I znów utwierdziłam się w przekonaniu, że jeśli ludzie chcą nawiązać ze sobą kontakt, bariera językowa jest niczym.

Ilha Grande to niesamowite miejsce także ze względu na brak samochodów! Cisza, spokój, zero spalin, RAJ! Tak właśnie nazywa się tę wyspę – Paraiso (raj po portugalsku). I to rzeczywiście raj. Nikt nie jest w stanie powiedzieć ci, jaki jest dziś dzień. Host naszego kempingu (cudowny kemping z widokiem na ocean – jeśli ktoś się wybiera na wyspę, gorąco polecam) zapytany o dzień tygodnia, zaczął się śmiać.’Oj dziewczyny, każdy dzień  jest taki sam na wyspie, co za różnica jak się nazywa – poniedziałek, czy piątek’.

Żyje się wolno, nigdzie nikomu nie jest spieszno, brak samochodów i motorów podkreśla znaczenie czasu na wyspie. Czas ma być wypełniony życiem, a nie życie przeliczane na upływający czas.

Pewnego dnia po powrocie z trekkingu, postanowiłyśmy uciąc sobie krótką drzemkę przed wyjściem do pueblo. Jak już się obudziłyśmy i zebrałyśmy do wyjścia, nadziwić się nie mogłyśmy dlaczego ulice są tak opustoszałe. Zasiadłyśmy w jednym z ulubionych lokalnych barów (ulubiony, bo ceny lokalne) i zamówiłyśmy po caipirinhi. Przyjaciółka wyjmuje telefon i rechocze ze śmiechu. ‚Cóż się stało’? – pytam. ‚Jak myślisz, która jest godzina’? – zagaduje. ‚Nie mam pojęcia’ – odpowiadam. Nie przestając się śmiać, mówi – ‚0:30’ – spałyśmy tak długo, i wybierając się na wieczorną przechadzkę w poszukiwaniu ludzi tańczących forro na ulicy, przez myśl nam nie przeszło, że może być tak późno.Wtedy też do nas dotarło, że zaczynamy wczuwać się w klimat wyspy, nie martwiąc się w ogóle o czas.

I nie chciałyśmy wyspy opuszczać, już zaczęłyśmy rozglądać się za pracą w miejscowych hotelach, i tylko zrządzenie losu, o którym nie będę tu pisać – sprawiło, że postanowiłyśmy mimo wszystko wyjechać.

Życie w takim tempie jest na pewno kuszące, zwłaszcza dla ludzi, którzy w pędzie mkną z domu do pracy i z powrotem. Zaganiani, ogłuszeni ulicznym hałasem, struci zanieczyszczonym powietrzem, gdy odkrywamy wyspę taką, jak Ilha Grande, zaczynamy kwestionować pojęcie czasu.

I pragniemy się zatrzymać. Nie na chwilę, ale na dłużej.

Widok z naszego kempingu

One thought on “Magia rajskiej wyspy – Ilha Grande

  1. Czasem brakuje mi takiej wyspy właśnie… Może kiedyś zdecydujemy się na zamieszkanie, chociaż tymczasowe, na jednej z takich wysp:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *