Nasze to imię – Macedonia

O polityce rozprawiać nie lubię, ale jako że Macedonia, a przede wszystkim jej mieszkańcy są wyjątkowi, napiszę o tym, czego świadkiem byłam 2-ego czerwca. Otóż,  w drodze powrotnej z Albanii do Rumunii, znalazłam się tego dnia w stolicy kraju – Skopje. Mój znajomy Macedończyk napisał mi, że powinnam przejść się na manifestację. Jakiego rodzaju, dlaczego i gdzie? – nie nadmienił. Ja też stroniąc od politycznych klimatów (o zgrozo – ku ironii losu, swego czasu studiowałam Politologię) postanowiłam, że przemyślę jeszcze, czy na tenże „event” się wybiorę. By umilić sobie proces „przemyśliwania” udałam się do parku na konsumpcję lokalnego piwa. 🙂 Miałam trochę nadzieję na ucieczkę od skwaru i ludzi, ale ku mojemu zdziwieniu, na samym wejściu obstąpiły mnie rzesze mundurowych. Nie zważając na te zielone surduty, ruszyłam dalej. Pomimo pokonywanych metrów, obraz ten wcale się nie zmieniał, więc pokonana siadłam na ławce i rozpoczęłam konsumpcję (w Macedonii można pić w miejscach publicznych, więc no worries).

Jako że obiecanej ciszy było brak, po niedługim czasie (wystarczającym, żeby wypić trunek do dna) ruszyłam z powrotem do miasta. Usłyszawszy piękną muzykę dochodzącą gdzieś z bliska, postanowiłam, że zobaczę co się tam wyprawia. Niczego nie podejrzewając, wpadłam w dopiero zbierający się tłum flag i ludzi wyśpiewujących narodowe nuty. Oto i tajemniczy protest (aha! już wiadomo skąd tu tylu mundurowych). Muzyka wprowadziła mnie w stan totalnej hipnozy i tylko klęłam pod nosem, że nie mam wystarczająco dużo miejsca na telefonie, żeby porządnie udokumentować zdarzenie, w którego samym środku się znalazłam.

Tyle pytań kłębiło się w mej głowie, bo pojęcia nie miałam dlaczego ci ludzie wyszli na ulice. Patrzyłam tylko na parady flag, wsłuchiwałam się w uderzenia bębnów i głosy ludzi wyśpiewujących narodowe pieśni z dumnie podniesionym czołem.

 

Trafiłam na Panie trzymające w dłoniach „hasła”, które jawiły się mym oczom co krok. Wiele nie myśląc, spytałam, czy mogę pstryknąć fotkę, mając nadzieję, że to czego uda mi się doczytać (znam trochę cyrylicę i rosyjski, więc macedońskie bazgrały jestem w stanie niejako odgadnąć), pomoże mi w rozwiązaniu macedońskiej zagadki.

„Jak możecie mieć prawo negocjować nasze imię i tożsamość? Nasze to imię – Macedonia” – to moje osobiste tłumaczenie, więc proszę nie wymagać zbyt wiele. 😀

Do rozwikłania tajemnicy protestu w Skopje musiałam jednak posiłkować się zasobami internetu. I tak dowiedziałam się, że Macedończycy protestowali przeciwko rządowi, który planuje zmianę nazwy kraju. Skąd też w ogóle taki pomysł, żeby Macedonię Macedonią przestać nazywać? Otóż Grecja od lat blokuje wejście Macedonii do NATO, twierdząc, że nazwa kraju sugeruje aspiracje Macedonii do przejęcia północnej prowincji Grecji o tej samej nazwie. Rząd negocjujący z Grecją możliwość zmiany nazwy państwa został skrytykowany za podejście demonstrujące słabość kraju i niezważanie na jego interesy. Co ciekawe – inny z moich znajomych Macedończyków, historyk stwierdził, że ludzie nie wiedzą, co robią i powinni dziękować rządowi za prowadzenie negocjacji, które mogłyby w końcu przyczynić się do wstąpienia Macedonii do NATO i zajęcia bardziej poważanego miejsca na arenie międzynarodowej.

Jednak argument odnoszący się do powyższych negocjacji nie jest jedynym wykorzystywanym przez opozycję przeciw obecnemu rządowi. Zarzuca mu się niekompetencję, przyczynienie się do pogorszenia sytuacji ekonomicznej kraju, obniżenia pensji i emerytur oraz dopuszczanie do korupcji. Macedończycy nie mogą przeboleć faktu, że młodzi ludzie są rozproszeni po całym świecie w poszukiwaniu lepszego jutra. Nie takich bowiem „zmian” obiecywał rząd.

Podróżując przez kraj byłej Jugosławii ciężko nie przyznać ludziom racji. Widok rozdzierającej serce biedy, dzieci kładących się spać na chodnikach i ludzi ustawiających się w kolejki po darmowy posiłek, nie jest w Macedonii czymś dziwnym. Cygańskie dzieci wytykające ręce po jałmużnę to nieodłączny element Skopje, ale żebrzą nie tylko Cyganie… Starszy Pan kładący się pośrodku chodnika na samym wejściu do Starego Miasta, w ponad czterdziestostopniowym upale, leży wśród porozrzucanych monet i błaga o więcej. I tylko mój znajomy Macedończyk mówi mi: „Daj spokój! Ci jak ten tutaj „zarabia” w ten sposób ogrom pieniędzy, które potem wydaje w większości na alkohol.  Raz dałem się naciąć ofiarując jednemu z nich pieniądze, a potem zobaczyłem go w klubie kupującego drogie drinki”.

Może i Ci jak ten tak, ale na pewno nie każdy – myślę.

I wśród tej całej nędzy Macedończycy krzyczą: Dość! Coś przecież musi się kiedyś zmienić. Na lepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *