Nie liczę zysków ani strat?

Jeszcze 32 dni i opuszczam Rumunię. Na jak długo? Nie wiem, ale chyba nie na zawsze?

Co sprawiło, że od 2 lat i 8 miesięcy wciąż jestem tu? Jak to możliwe, iż planowana półroczna przygoda przerodziła się w długoterminowe zapuszczenie korzeni?

Otóż, początki nie były łatwe. Nie lubiłam tego miejsca z wielu powodów, a przede wszystkim dlatego, iż pojawiły się problemy rodzinne, a mnie trzymał kontrakt i zobowiązanie finansowe, żeby zostać jeszcze trochę.

Pamiętam swoją reakcję w samolocie przelatując nad Rumunią. Oczekiwałam… no właśnie czego oczekiwałam? Nie byłam wcześniej w tym kraju i nie wiedziałam, z czym powinien mi się kojarzyć poza stereotypowymi obrazami związanymi z żyjącymi tu Cyganami. Wtedy po raz pierwszy ogarnął mnie strach. Nie znałam tam nikogo, nie wiedziałam wiele o państwie, miałam zacząć pracę, która nijak miała się do moich studiów, pasji, czy choćby zainteresowań.

Niemniej, po 10 dniach w Rumunii, miałam się przenieść na 6 tygodni do Turynu we Włoszech, ażeby wziąć udział w szkoleniu. Wspaniale wspominam tamte tygodnie. Zawsze miałam słabość do tamtejszego języka, kultury, a więc szybko przystosowałam się do życia we Włoszech. Żal było odjeżdżać, tym bardziej żal, iż nie miałam pojęcia, co szykuje dla mnie kraj docelowy, tej dopiero kiełkującej, przygody.

Pierwsze zderzenie z Bukaresztem było dość oszałamiające. Wizyta w parku rzuconym pośród gruzu i betonu miasta skończyła się przerażeniem. Przede mną przechadzała się (w środku dnia) kobieta w pół-negliżu. Otóż, poza koszulką, nie miała na sobie nic więcej, nie zważając na spojrzenia i wyrazy oburzenia przechodniów. Dziko! – pomyślałam. Potem natknęłam się na ścianę biurokracji – jako że w Polsce nie jest nam ona obca, szybko otrząsnęłam się z faktu, iż w urzędzie imigracyjnym nie mówi się po angielsku (we Francji też się nie mówiło, w Polsce w wielu urzędach jest też z tym problem, a więc nic nowego, czy też zaskakującego). Wynajęłam (o zgrozo!) pokój zaocznie, będąc we Włoszech. Nie miałam czasu w ciągu 10 dni w Bukareszcie znaleźć niczego przed wyjazdem do Turynu, a więc wynajęłam coś przez Internet. Błąd, błąd. Nigdy tak nie róbcie! Warunki mieszkaniowe w niczym nie przypominały tych ze zdjęć. Brud, syf, kiła i mogiła chce się rzec. Przywitała mnie idealna wersja rumuńskiej pitipoanci (pitipoanca – to kobieta nosząca się dość ostentacyjnie, za czym niekoniecznie idzie rozwój moralny, czy też przystępna osobowość).

Potem wpadłam w trybiki korporacji, szefowe Rumunki, nepotyzm, koleżanki podlizujące się menedżmentowi – chleb powszedni ‚korpo biurwy’.

Jednak w międzyczasie zawarłam wiele przyjaźni, znajomości. Spędzałam każdy weekend w podróży. Poznałam drugą twarz Rumunii – piękne krajobrazy, dziewicza natura, przyjaźnie nastawieni ludzie poza stolicą. Nagle termin wyjazdu zaczął się oddalać. Sprowadziłam przyjaciółkę, ta z kolei swoich przyjaciół i pustka oraz tęsknota za ‚prawdziwymi’ relacjami międzyludzkimi zniknęła. Zrobiło się rodzinnie.

Fakt, iż te najważniejsze tu dla mnie osoby mają pochodzenie polskie dał mi do myślenia. Dlaczego poza dwójką przyjaciół Rumunów, nie jestem w stanie nawiązać głębszych relacji z ludźmi tu mieszkającymi? Lubię ich, są mili, otwarci, ale brak tego szaleństwa i prostoty charakteryzującego nasz naród. Za dużo tu pustych słów i hipokryzji, ludzie rzadko mówią sobie, co myślą naprawdę. Dlaczego? Bo koniecznie chcą być ‚mili’? Nie mnie wyrokować, to inna kultura niż nasza, zdecydowanie. A czy to źle? Dla kogoś kto nie potrafi się dostosowywać – pewnie tak, ale dla wiecznego nomada jak ja – nic strasznego. Akceptuję te różnice i staram się je szanować, mimo że często ciężko mi je zrozumieć.

Teraz gdy zapadła klamka o wyjeździe, naszła mnie swego rodzaju nostalgia. Zaduma nad przeszłością i psychoanaliza własnej osobowości. Na pewno nie jestem tą samą osobą sprzed 2 lat i 8 miesięcy. To nie tylko sprawa Rumunii, a przede wszystkim tego co wydarzyło się w mym życiu. Okoliczności, które zdecydowały o moim tu pobycie. Niemniej, wiem, że Rumunia też będzie miała w tym swój udział. Bo gdy myślę o wyprowadzce, myślę o tym, że opuszczam kolejny ‚tymczasowy’ dom. W poszukiwaniu tego ostatecznego, trwałego i na zawsze? Na chwilę obecną nie wiem, czy go szukam, bo boję się, że jeszcze nie istnieje. Po tylu przeprowadzkach, zmianach, dziś jestem pewna, że to nie miejsce zdecyduje o tym, że nazwę je drugim domem – a ludzie! Bo ludzie tworzą dom, nie budynki, krajobrazy, powietrze, sklepy, ulice, jedzenie – a ludzie! A ci, których tu poznałam, pomogli wykreować w mym umyśle obraz domu w Rumunii, do którego zawsze będę już wracać. Bo dom ciężko opuszczać.

A więc bilans zysków i strat? Spróbuję!

STRATY

  1. DYSTANS – daleko od domu, rodziny, przyjaciół. Między Rumunią a Polską nie istnieją żadne bezpośrednie połączenia low costów, a więc jeśli chcesz spotkać ukochanych, albo musisz spędzić godziny na przesiadkach, albo wybulić sporą (jak na połączenia europejskie) sumkę na kursujący między krajami bezpośrednio LOT.
  2. INNA KULTURA – może i Unia Europejska, może i Europa, ale niewiele z tego, do czego przywykłeś w Polsce. Jest INACZEJ.
  3. BRAK ZNAJOMOŚCI – musisz się postarać, jeśli chcesz nawiązać wartościowe znajomości. Brak znajomości języka nie ułatwia sprawy.
  4. JĘZYK – w Rumunii mówi się po angielsku, ale nie wszędzie. Wiele razy okaże się, iż akurat wtedy, gdy najbardziej będziesz potrzebował, ażeby ta komunikacja zaistniała, nie będzie na to szansy.
  5. OSZUŚCI – turysta – Polska? Och, to kraj bogaty, a więc można więcej zakrzyknąć, na przykład jeśli bierzesz taksówkę i językiem rumuńskim nie władasz.
  6. BRAK POWIETRZA W METRZE – metro cuchnie! Dosłownie. Okien się nie otwiera nawet przy 47 stopniach na zewnątrz, bo Rumuni boją się, że ich przewieje. Jest duszno, gorąco i śmierdząco – dość ekstremalne warunki, jak na metro w europejskiej stolicy.
  7. WSZYSTKIE POMIESZCZENIA SĄ PRZEGRZANE – Rumunom zimno, jeśli temperatura spada poniżej +30 stopni. Biura, wyżej wspomniane metro, mieszkania, sklepy – wszędzie gorąco! Zimą to dopiero wyzwanie. W niektórych mieszkaniach nie istnieje opcja regulowania temperatury, więc strzeż się, gdzie wynajmujesz zimą.
  8. ROBACTWO – o tak. Dużo tego. Wszelkiej maści karaluchy mogą zaglądać Ci do śniadania. Zsypy w blokach, o zmoro! Lęgowisko nieprzebrane.
  9. BRAK ZASAD RUCHU DROGOWEGO – tyczy się zarówno kierowców jak i pieszych. Nikt nie myśli w kategoriach -czerwone, czy zielone, tylko: jak przeżyć, jak dojść/dojechać najszybciej. Jazda rowerem jest uważana za sport ekstremalny, jeśli uprawiany w Bukareszcie.
  10. BRAK RESZTY – jako że dewiza ‚grosz do grosza, a będzie kokosza’ nie jest mi obca, trochę mnie to wkurza, jeśli nagminnie nie oddaje mi się 10, 2o a nawet 50 centów reszty.
  11. NAPIWKI – wszędzie napiwki – w lokalach, u fryzjera, na myjni, generalnie w usługach, minimum 10%,a  spróbuj nie zostawić!
  12. OBŁUGA KLIENTA – klient nie nasz Pan, a intruz, którego jak najszybciej trzeba zbyć. Kelnerka przyjmuje zamówienie, co chwilę wysyłając smsy, tupiąc ze zniecierpliwienia nogą i ostatecznie nie przynosząc połowy zamówienia, albo wciskając coś innego. Nie wszędzie oczywiście – ale im mniejsze zamówienie, tym gorzej (czytaj: będzie mniejszy napiwek).
  13. CO ONI MYŚLĄ?- tu nie powinno się mówić tego co naprawdę myślisz, lepiej ubrać pogardę w ładne słowa niewypowiedziane przy Tobie.
  14. PSY – kiedyś to był naprawdę poważny problem, bałam się chodzić nocą sama, psy były dosłownie wszędzie.
  15. RUTYNA – wpadłam w rutynę i muszę się z niej wydostać, praca nie satysfakcjonuje, czuję zastój i nie widzę możliwości rozwoju na horyzoncie.
  16. LUDZIE – zdziwiony? Ano strata w tym punkcie będzie dotyczyła utraty ludzi. Przyjaźnie, które coś znaczą – przetrwają, ale wiele wartościowych znajomości już nie będzie miało szansy się rozwinąć.

ZYSKI

  1. ZAROBKI- wiadomo że w Polsce świeżo upieczonemu absolwentowi łatwo nie jest. W Rumunii sama znajomość ‚egzotycznego’ języka polskiego jest dość rentowna. Może i nie znajdziesz pracy w branży, która Cię interesuje, ale na pewno Twoje zarobki będą ponad przeciętną rumuńskiej pensji.
  2. POGODA- cieplej niż w Polsce, lato jest latem, zima jest krótka, jesień pogodna, wiosna szybko zmienia się w lato.
  3. BRAK PUNKTUALNOŚCI – dość dyskusyjna sprawa, zaleta to czy wada? Jeśli chodzi o mnie to duża zaleta w pracy, gdyż szef nie gani za półgodzinowe spóźnienie.
  4. LUŹNA ATMOSFERA W PRACY – zazwyczaj nie ma spiny, szefa suszącego głowę, ale wiadomo – możesz i źle czasem trafić (choć tu rzadziej).
  5. MOŻLIWOŚĆ ZWIEDZANIA REGIONU – Rumunia to dla mnie brama prowadząca w ukochane Bałkany, a i Rumunia jest nieprzeciętnie piękna.
  6. NIEWYSOKIE KOSZTY UTRZYMANIA – a co za tym idzie, jeśli będziesz chciał, to odłożysz, nawet podróżując co weekend.
  7. ANGIELSKI – sporo ludzi zna język angielski, więc jeśli i Ty nim władasz, to nie zginiesz.
  8. YOGA – to w tym kraju odkryłam yogę i zapałałam bezwarunkową miłością do tej pięknej praktyki.
  9. CZERWONE ŚWIATŁO – jak nic nie jedzie, przechodzisz i nikt nie wlepi Ci mandatu.
  10. TURYŚCI –  Rumunia nie jest oblegana jeszcze przez tabuny turystów, co pozwoli Ci poznać dziewicze tereny kraju i w prawie błogim spokoju spędzić upragniony weekend.
  11. BLISKOŚĆ BUŁGARII – zaledwie 70 km od Bukaresztu, a już jesteś w innym kraju – wdychając pełną piersią czyste powietrze i atmosferę Bałkanów.
  12. BRAK NAKAZÓW – zakazy może i jakieś są, ale w większości w teorii. Wywołuje to niemały chaos, ale i człowiekiowi czasem daje odetchnąć. Możesz podziwiać konie samotnie przechadzające się wiejskimi ulicami, krowy wygrzewające w słońcu na samym środku jezdni, bryczki wypchane po brzegi ‚skarbami’, prowadzone przez mnogo zgromadzonych członków cygańskich rodzin. SZOKUJĄCE STAJE SIĘ OCZYWISTE. Babuszki rzucające na Ciebie zaklęcia nikogo nie dziwią, małżeńskie oferty składane na targowisku znad stosów cebuli i czosnku cieszą ucho, rzadko kiedy ludzie dochodzą sprawiedliwości – ‚asta este Romania’ wzdychają, bo wszystko to przecież tak oczywiste. I nikomu nie przeszkadza ta zła obsługa, ludzie godzą się z głodową pensją minimalną, śmieciami, robakami, kierowcami trąbiącymi na czerwonym, którzy omijają Cię slalomem, z samochodami jeżdżącymi po pasie dla tramwajów, z brakiem powietrza w metrze, bezdomnymi zwierzętami na ulicach. I jeszcze raz w mych uszach pobrzmiewa: ‚asta este Romania’.
  13. LUDZIE – nawiązane tu przyjaźnie to najcenniejszy dar, jaki dał mi pobyt w tym kraju.

Proszę nie sugerować się ilością punktów, gdyż waga każdego z nich jest inna. Czy straciłam, czy zyskałam będąc tutaj?

Otóż, gdyby poczucie straty było tak głębokie, nie mieszkałabym tu tak długo.

Pokochałam ten kraj, który stanowił dla mnie drugi dom przez ten cały czas. A że nie ma miłości idealnej, to żadne wady nie przysłonią zalet tego uczucia.

Tylko świadomość przemijania daje o sobie znać- wiem, że Ci których kocham, też kiedyś stąd wyjadą, a mnie znów przyjdzie szukać domu. Nie lubię swojej pracy, nie czuję, że robię coś wartościowego. Potrzebuję zmiany, przygody, nowego, świeższego spojrzenia na otaczającą mnie rzeczywistość.

Nie jestem pewna czy na tym etapie można mówić o poszukiwaniu nowego domu, ale na pewno chcę zajrzeć w głąb siebie i zacząć przemeblowanie z tego poziomu. Wierzę, iż to czego tak szukamy, jest w nas, uśpione, czekające na odkrycie.

Jadę zatem odkrywać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *