Nie tak miało być…

Do wczoraj uważałam Wietnam za jeden z bezpieczniejszych krajów, w jakim kiedykolwiek byłam. Niestety przekonałam się w okrutny sposób,  że wcale tak nie jest. Wszędzie można spotkać niebezpiecznych ludzi i zawsze powinno się pamiętać o środkach ostrożności.

Otóż zeszłej nocy,  wracając z imprezy u znajomych,  w pewnym momencie zatrzymałam się, żeby wyjąć kurtkę, gdyż zaczęło lać. Jakiś mężczyzna zatrzymał się obok, zszedł ze skutera i zaczął iść w moim kierunku. Nieźle się przeraziłam, więc szybko wcisnęłam gaz do dechy i zaczęłam zwiewać. Niestety on ruszył za mną. Zajeżdżał mi drogę, trzymał się blisko, żeby wymusić na mnie, bym się zatrzymała. Zaczęłam naprawdę strasznie się bać, więc próbowałam go jakoś przechytrzyć. Zjeżdżałam na inny pas, jeździłam pod prąd, kluczyłam, żeby jakoś go zgubić, ale nie udało się. Gdy znów był blisko, próbując zajechać mi drogę, zaczęłam trąbić i krzyczeć. Wtedy zepchnął mnie z motoru. Z łoskotem runęłam wraz z motorem na chodnik. Wszystko mnie bolało, byłam przerażona, ale adrenalina była na tak wysokim poziomie, że szybko podniosłam motor i zaczęłam krzyczeć o pomoc. Zatrzymałam innego mężczyznę, który nie rozumiejąc za bardzo o co chodzi, zauważył chyba przerażenie w moich oczach i od teraz jechał tuż obok, żebym się uspokoiła.

Oprawca dał wtedy spokój i zawrócił.

Wróciłam do domu, drżąc ze strachu, wyjąc z bólu  i uczucia dennej bezsilności. Jak to możliwe, że w kraju, w którym mieszkam od pół roku, w mieście, w którym zawsze czułam się tak bezpiecznie, odpowiadając na każdy jeden uśmiech, spotkało mnie coś takiego? I to tuż przed wyjazdem. W środę opuszczam Hai Phong i jest mi tak niezmiernie przykro, że będę wyjeżdżać, nie że z pal licho startym biodrem, stopą i poobijanym ciałem, ale ze smutnym i przerażającym obrazem zeszłej nocy. Nigdy w życiu tak się nie bałam. Nie wiem co robić, żeby nie popaść w paranoję i nie widzieć niebezpieczeństwa czyhającego tuż za każdym pokonywanym skrzyżowaniem.

Nie tak miało być…

Post ku przestrodze. Teraz jak tak myślę, to już wcześniej spotykały mnie dość nieciekawe sytuacje, ale je ignorowałam. Wielokrotnie, dużo starsi mężczyźni proponowali mi seks, tak poprostu, widząc mnie pierwszy raz na oczy. Raz, gdy zatrzymałam się, żeby wyjąć telefon, mężczyzna podjechał skuterem i zapytał wprost. Za innym razem mechanik naprawiający moją oponę, nie pozostawiającym złudzeń gestem typu dziurka i pocierający palec proponował mi seks po tym, jak załatał dziurę w oponie mego motoru i wziął za swoją usługę ponad dwa razy więcej, niż powinen. I raz kolega mojego znajomego wysłał mi wiadomość na fejsbuku, pisząc, że chce się ze mną przespać i zostawiając swój numer telefonu, prosił żebym oddzwoniła. Mój przyjaciel był napastowany przez swojego hosta na wolontariacie, inny molestowany na ulicy w biały dzień. Sytuacji  i niewiarygodnych przykładów zboczenia, których byłam świadkiem, albo które przydarzyły się mnie samej, było więcej, ale jest to tak żenujące, że aż przykro dłużej o tym pisać.

Wielu z mężczyzn w Wietnamie (oczywiście nie wszyscy) nie szanuje tu za bardzo kobiet, ma wyższą pozycję społeczną i robi, co im się żywnie podoba.

Smutne, ale taka jest prawda, której nie mogę dłużej ignorować.

Samotnie podróżujące kobiety powinny na siebie uważać w Wietnamie!

4 thoughts on “Nie tak miało być…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *