Pani Nauczycielka/Asystentka Nauczyciela (z cyklu: Ludzie)

Pani Nauczycielka/Asystentka Nauczyciela pracuje wokół zegara. Robi co menadżerka rozkaże. Kłania się tylko i robi, co do niej należy, a raczej co wcale w jej obowiązku leżeć nie powinno.
Pani Nauczycielka/Asystentka uczy dzieci angielskiego, choć sama język ten ledwo pojmuje. Powtarza wiecznie te same frazy. Ciężko z nią nawiązać konwersację, bo albo patrzy na mnie błędnym wzrokiem i kiwa tylko głową, albo ja nie jestem w stanie pojąć, jaką treść, rzucane w nieładzie przez nią słowa, powinny zawierać. I tak po pewnym czasie też zaczynam tylko kiwać głową, żeby nie męczyć już tej i tak wycieńczonej Pani Nauczycielki/Asystentki.
Pani Nauczycielka/Asystentka mieszka w szkole. Pokój, w którym od rana do nocy uczy, służy też za sypialnię. Brak w niej materaców, szafek na ubrania i wszystkiego, co pokój powinien zawierać, ale mimo to Pani Nauczycielka/Asystentka dzieli podłogę z czterami innymi Paniami Nauczycielkami/Asystentkami.
Pani Nauczycielka/Asystentka została niedawno awansowana. Jest teraz prawą reką Menadżerki, czyt. jej niewolnicą. Czy pensja też wzrosła? ‚Nie wiem’ (czyt. nie) – odpowiada Pani Nauczycielka/Asystentka/Prawa Ręka Menadżerki.
Zajęcia z Panią w tej danej chwili przyjmującą wyłącznie funkcję Nauczycielki – szkolenie na temat nauczania. Najwidoczniej metodą nauczania w Wietnamie jest w kółko powtarzanie tych samych słów i zdań, bez konkretnego powodu. To nic że dziecko nie do końca rozumie co ‚lojalny’ znaczy. Ma słowo powtarzać, aż do znudzenia, żeby rodzic zadowolony był, że jego 3-5-letnia duma wraca do domu po 21:00 i zna słowo po angielsku. To nic że znaczenie słowa pozostaje tajemnicą.
Jak widzę te maluchy człapiące na dodatkowe zajęcia angielskiego w prywatnej szkole o godzinie 19:30, serce mi pęka. Rodzice pracują od rana do nocy, żeby zapewnić dziecku odpowiedni poziom edukacji. W zamian dostają roboty powtarzające przez 1,5 godziny te same słowa aż do znudzenia. Uczone przez Panie Nauczycielki/Aystentki, które znają angielski niewiele lepiej od tych dzieci.
Pani Nauczycielka/Asystentka/prawa ręka Menadżerki po mojej próbnej lekcji ma kilka zastrzeżeń, głównie prosi, żebym więcej powtarzała, a mniej mówiła, bo przecież dzieci i tak nie rozumieją. A co z tymi starszymi 6-12? Widzę przecież że są w stanie coś więcej powiedzieć, tylko boją się. Konwersacja to najwidoczniej nie jest poprawna metoda nauczania w mej szkole. Repeat, repeat, repeat – to wszystko za co rodzice płacą  i po co wysyłają swe małe pociechy nocą do prywatnej szkoły angielskiego (o nieskazitelnej reputacji).
Zamiast spędzać czas z rodzicami po szkole, bawić się, oglądać bajkę, te dzieci z teczką pod pachą biegną na ‚wartościową’ lekcję angielskiego.

Mogę mieć tylko nadzieję, że w innych centrach językowych inaczej to wygląda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *