Trochę inny ten Laos?

Jak wcześniej wspominałam, po miesiącach pracy jako nauczycielka angielskiego w Wietnamie, odbytym wolontariacie w 24rest na ukochanej wyspie, wybrałyśmy się w kilkunastogodzinną podróż z Hanoi do Wientian w Laosie (trochę czasu już minęło, więc możecie odświeżyć sobie pamięć tutaj ). W stolicy miałyśmy zabawić tylko noc, czy dwie i ruszać na kolejny wolontariat. O tym wkrótce,a  tymczasem chcę się z wami podzielić wrażeniami z miesięcznego pobytu w kraju nad Mekongiem.

  1. Drogo tu! (jak na państwo w Azji południowo-wschodniej)o dziwo, w tym biednym kraju ceny choćby zwykłych artykułów spożywczych, podstawowej żywności – nie raz, nie dwa mnie zasmuciły.

  2. Mało ludzi – kraj azjatycki, więc poczuł człowiek ulgę, gdy nie musiał stać w kilometrowych korkach, ramię w ramię z innymi motocyklistami i gdy mógł spokojnie się przejść, nie będąc potraktowanym z łokcia, tudzież nieomal potrąconym przez samochód. I można jechać i jechać, ciesząc się brakiem zgiełku i trąbienia.
  3. No właśnie – wcale tu tak dużo nie trąbią! 😀
  4. Trochę czyściej,  przynajmniej porównując z Wietnamem (choć to zależy też w dużej mierze od regionu – północ niestety bardzooo brudna).
  5. Laotańczycy kochają nazwę swego kraju.  Wpychają „Lao”, gdzie tylko się da. Lao beer, Lao Oil, Lao Lao – to tylko kilka przykładów miłości do nazwy kraju! 😀
  6. Znaki orientacyjne dla turystów – nie mogłam wyjść z podziwu, gdy wyruszając skuterem na tak zwanego loopa, nie było jak zbłądzić, ani przegapić żadnej atrakcji, bo wszędzie powtykane były piękne znaki wskazujące drogę, odległość i nazwę miejsca. :O
  7. Darmowy alkohol lejący sie hektolitrami. Wszystkie hostele, bary i inne przybytki uciechy oferują darmowy alkohol w określonych godzinach, tzw. happy hours. I ludzie piją, żłopią ten alkohol od rana do wieczora i zabawom nie ma końca.
    Nikogo więc nie dziwi, że taki Vang Vieng zasłynął wśród turystów z całego świata jako park alkoholowo-narkotykowej rozrywki. Słynny spływ z prądem rzeki w oponie (z przystankami na „tankowanie” alkoholu) pozbawił życia nie jednego turystę.
  8. Serwują bagietki z (UWAGA!) serem!!!  Oj to była wspaniała sprawa, po smutnych miesiącach bez tłustego przysmaku, można było się wreszcie rozkoszować rozpływającym się na bagietce serem! I wcale człowiek nie musiał z tej okazji mocno kieszeni opróżniać, jak to było w przypadku Wietnamu, gdzie ser to prawdziwy delikates, za który trzeba słono płacić.
  9. Laotańczycy piją dużo alkoholu – nawet kobiety. W Wietnamie nie często widziałam nawalone reprezentantki płci pięknej, w Laosie nie ma różnicy, chłop czy baba, napić się trzeba!
  10. Toasty wznosi się za każdym podniesieniem szklanki – rezultat: godzinami pije się jedno piwo! 😀
  11. Sticky rice je się tu minimum 3 razy dziennie. Do każdego posiłku, ze wspólnego drewnianego naczynia chwyta się garściami ryż i formuje w kulkę. Tym samym ryżem macza się w potrawach i zajada smacznie, aż uszy się trzęsą.

    Tu nie lada orzech do zgryzienia! Jak pomaczać kulkę ryżu w omlecie?:O
  12. W Wietnamie, sporadycznie widywałam dzieci prowadzące motory. W Laosie to na porządku dziennym. Jeśli rodzinę stać na motor, to dzieci z pewnością będą wiedziały, jak go prowadzić.
  13. Czas płynie wolno! Nikt się nigdzie nie spieszy.

  14. Ludzie „biorą prysznic” w rzece, a dzieci, na wioskach, gromadzą się wokół studni i wszystkie, tak jak je Bóg stworzył,  oddają się „oczyszczeniu”. Zabawom i salwom śmiechu końca nie widać i nikt się nie przejmuje, że goła pupa salutuje do przejeżdżających aut.
    Tylko nie pomyślcie, że wszyscy się w tych rzekach kąpią, niektórzy posiadają i toalety.

    Tu dzieci się nie kąpią, tylko po prostu pływają! 😀
  15. Lokalne autobusy przewożą dosłownie wszystko! I co chwilę się zatrzymują, żeby wziąć kolejną paczkę, wpuścić przekupki próbujące sprzedać podróżującym, co się tylko da, bądź po prostu wysadzić pasażera. I tak jedzie się długiiiiiimiiiiii goooooooooooodzinami.


  16. Naprawdę myślałam, że wietnamskiego kierowcy nic nie przebije, dopóki dopóty nie wsiadłam do auta laotańskiego need for speed driver’a. Widok autobusu w rowie niewielu tu dziwi.

  17. Trochę tego Laosu zjechałam i za każdym razem, gdy widziałam ludzi łapiących ślimaki, tudzież pracujących ciężko w polu, w większości były to kobiety.


  18. Autostop w Laosie to nie lada wyzwanie! Jakoś tak nie bardzo funkcjonuje w myśli Laotańczyka.
  19. Wszędzie te małe mostki, po których strach przejeżdżać.


  20. Przez niektórych piwo uważane jest za deser. 😀

  21. Miks kulturowy w Pakse: Chińczycy, Hindusi, Tajowie, Malezyjczycy, niezły w tym mieście misz-masz.
  22. Jakość dróg STRASZNA! Czasami odcinek 5 kilometrów pokonywało się skuterem w godzinę. Dziury, błoto, zalane drogi, oj kufer bolał  nie jeden raz!

  23. Powietrze jakby czystsze, bo kraj rozwijający się.  Aż ok. 80% ludzi pracuje w rolnictwie, a przemysł jest słabo rozwinięty. Pozytywnym skutkiem jest dużo czystsze powierze niż w sąsiednim Wietnamie.
  24.  Laotańczycy są dość nieśmiali w stosunku do turystów, bo rzadko kto zna język angielski, ale jak już wypiją… 😀

Nie potrafiłabym w jednym zdaniu zamknąć opisu tego kraju. Z jednej strony spora korupcja, ceny wywindowywane specjalnie z myślą o turystach, milczący Laotańczycy, a z drugiej zwykli ludzie, którzy gdy tylko spędzą z Tobą więcej czasu, żeby mieć szansę się otworzyć, złożą Ci swe serca na złotej tacy. To tak trochę jak my w Polsce… Jak myślicie?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *