W drodze do Pai. W oparach wolności.

Od prawie 3 lat, od tragicznego zwrotu w moim życiu, nie byłam dawną sobą. Aż do momentu, gdy pojawiłam się w Pai. Na kilka dni zachłysnęłam się wolnością i każda cząstka mnie emanowała szczęściem. Na kilka dni uśpiłam przeszłość i żyłam chwilą.

Cały sekret szczęścia leży właśnie w tej prostej prawdzie: skupieniu się na chwili obecnej, pozwoleniu odejść przeszłości i niezamartwianiu się o przyszłość. W naszej kulturze to luksus, na który niewielu jest w stanie sobie pozwolić. A nawet jeśli – to człowiek zostaje napiętnowany, przylepia mu się etykietkę lekkoducha, karci jako, za nic mającego ducha przeszłości, niewdzięcznika. Jak to, przecież człowiek bez planów na przyszłość nie ma racji bytu! Po co ten żywot ciągnie, skoro brak w nim jasno określonego celu?

A to nie o cel chodzi, tylko o drogę. Skupiając się na celu, nie widzimy tego, co dzieje się dookoła. Pędząc, tracimy z oczu to co najpiękniejsze, to co nas otacza i woła o naszą uwagę.

Kilka dni temu spędzaliśmy wieczór wspólnie z innymi obcokrajowcami mieszkającymi w Haiphong. Był tam chłopak, Brazylijczyk. Opowiedział nam historię mężczyzny. Ów mężczyzna dostał zadanie do wykonania. Wręczono mu łyżkę, na łyżce umieszczono jajko. Mężczyzna miał donieść jajko niestłuczone do samego celu. Za pierwszym razem bał się strasznie, żeby nie stłuc jajka, więc szedł powoli, patrząc na jajko, nie widząc tego, co dzieje się dookoła. Jajko doniósł, nienaruszone, ale zdał sobie sprawę z tego, że mimo iż cel został osiągnięty, to po drodze nie widział niczego. Postanowił spróbować jeszcze raz. Tym razem szedł rozglądając się dookoła, podziwiając naturę, poznając ludzi, ciesząc się pięknem świata. Jak doszedł do celu, to niestety jajko było potłuczone. Wtedy zrozumiał, że nie da rady jednocześnie dojść do celu, zachować jajko i jeszcze cieszyć się życiem po drodze. Nic nie jest doskonałe, a człowiek musi wybrać co ważniejsze – czy sam cel, czy droga do niego.

I tak oto ta historia przypomniała mi o drodze z Chiang Mai do Pai. Droga sama w sobie jest niesamowita. Na skuterach pokonaliśmy 130 km dzielące oba miasta i uwaga(!) – 762 zakręty wijące się nieskończenie wśród wzgórz, dolin, chmur okalających wierzchołki gór, a wszystko tuż przed naszymi oczami. Droga jest tak piękna, że nie można jej tak po prostu przejechać. Zatrzymaliśmy się nieskończoną ilość razy (nie tylko dlatego, że kufer bolał :D), ale przede wszystkim dlatego, żeby podziwiać te niebiańskie widoki. By móc wziąć głęboki oddech i wszystkimi zmysłami chłonąć piękno chwili.

Stąd też dopiero wiele godzin później dotarliśmy do Pai. 🙂

A tam… Nad rzeczką, wśród zieleni, chronione przed słońcem, chronione przed ludźmi nadto głośnymi, znajduje się miejsce dające ukojenie. Godziny rozmów, palące się drewno na ognisku. Tysiące imion i historii. I choć gwar, to pobrzmiewa jak najprostsza z pieśni. Melodia wolności. Słyszana z bliska, a jakby daleko. Nie znam wielu takich miejsc na świecie. Miejsc, w których chce się być, które ciężko jest opuszczać. Zdajesz sobie sprawę, że za bramką (cały czas otwartą) istnieje świat   gotowy przyjąć cię z szeroko otwartymi ramionami, gotowy pokazać ci, jak wiele ma do zaoferowania. A ty po raz pierwszy od dawna wcale nie jesteś zainteresowany. Ciekawość gdzieś znika. Rozmywa się w oparach wolności, które dają ci więcej, niż jesteś w stanie poprosić. I już wiesz, że ciężko będzie zgasić tlące się ognisko. 6-ego grudnia 2016 roku – coś się zmieniło. Nie chcę stracić tego z oczu.

2 thoughts on “W drodze do Pai. W oparach wolności.

  1. Piękna historia! Całe życie gonimy ciągle to za czymś innym… nowym. Po co? Musimy w końcu zacząć dostrzegać to co jest dookoła nas samych. Jest tak wiele miejsc na tym świecie, które mówią do nas ZATRZYMAJ SIĘ 🙂

    1. Dokładnie! Pai potrząsneło mnie za ramię i zobaczyłam więcej, niż spodziewałam się ujrzeć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *