Zielono mi na Cat Ba!

Cat Ba to cudownie zielona wyspa na północy Wietnamu. Byłam tam już wiele razy, a mimo to wcale nie mam dość. Pamiętam, gdy byłam tam po raz pierwszy, z łodzi wsiadłam do autobusu i moim oczom ukazały się powalające z nóg widoki. Wszędzie wokół soczysta zieleń i wapienne skały dumnie wyrastające z ziemi. Spiczaste skały pnące się ku niebu, które tamtego zimowego poranka osnute było tajemniczą mgłą. I tak wtedy też myślałam o tej wyspie – jako nieodkrytej tajemnicy, której rąbka chciałam, żeby mi uchyliła. Zawsze mawiam, że Matka Natura się nie myli – i tym razem miała rację, tworząc nieziemskie piękno pośród wód Wietnamu.

Cat Ba położona jest w południowo-wschodniej części zatoki Ha Long, o której każdy myślący o podróży do Wietnamu na pewno słyszał (a tych co nie słyszeli odsyłam do wcześniejszego posta Zatoka Ha Long-warto?).

Wyspa pełna jest pagórków, ale co niesamowite – niemała jej część jest też usytuowana poniżej poziomu morza. Park narodowy stanowi połowę powierzchni wyspy. Zagrożony wyginięciem gatunek małp – langur Cat Ba (tak, prawdopodobnie stąd też nazwa wyspy) znajduje tu swoje schronienie. Wyspa ta to naturalny ekosystem dla setek gatunków ryb, pierścienic i mięczaków. Cat Ba może poszczycić się bogatą florą i fauną, co czyni ją tak niesamowitą.

Cat Ba zamieszkuje ok. 13 000 mieszkańców, nie można też pominąć  dodatkowych 4 000 ludzi żyjących na pływających wioskach rybackich, zamieszkałych w chatkach z drewna i blachy, postawionych na pomoście na wodzie. Ludzie mają tu nawet własny sklep spożywczy, karaoke, psa dla obrony i nikomu się nie śni, żeby przenosić się  na ląd. Życie dosłownie i w przenośni PŁYNIE tutaj nieustannie.

Jak dotrzeć na wyspę?

Odradzam zorganizowane wycieczki. Wietnam to biedny kraj, więc można podróżować naprawdę bardzo budżetowo.Jeśli startujesz z Hanoi, to możesz wziąć pociąg do Hai Phong  – 70 000 vnd i stamtąd przesiąść się na speedboat w porcie Ben Binh – położonym bardzo centralnie, więc spokojnie można przejść się ze stacji kolejowej z przysłowiowego buta. Koszt biletu na speedboat, który płynie ok. 45 minut to 130-150 000 vnd – w zależności od sezonu.

Jeśli chcesz zabrać skuter, możesz to zrobić w Ben Binh wyłącznie o godzinie 13:00, bilet za osobę – 120 000 + 50 000 za skuter.

Niemniej, zmotoryzowanym polecam udać się do innego portu, położonego ok. 17 km dalej – Dinh Vu. Stąd wypływają zarówno slow boats,  które wloką sie jakieś 2.5 godziny wraz z przesiadką na innej wyspie, ale bilety są bardzoooo tanie, jak i speedboats, które kosztują 150 000  za osobę  + skuter, albo 200 000 za 2 pasażerów wraz z pojazdem.  Dodam, że w tym wypadku pojawicie się na wyspie w pół godziny, a i łodzie wypływają dużo częściej niż z Ben Binh.

Co robić na wyspie?

A to zależy czy lubisz spędzać czas bardziej, czy mniej aktywnie. Niemniej dla każdego znajdzie się coś dobrego.

  1. Jeśli masz ochotę pobyczyć się na plaży i posłuchać szumu fal, tudzież wziąć nura pomiędzy jednym a drugim drinkiem z parasolką, nic nie stoi na przeszkodzie. Nie jest tajemnicą,  że Wietnamczycy to naród niezbyt dbający o środowisko. Każdy śmieć rzucają pod nogi, bądź do wody. Nie zdziwił mnie więc widok śmieci dryfujących na fali. Co istotne – Wietnamczyk biznesmen, gdzie zwęszy interes, tam dba o pozory. I tak na Cat Ba mamy siły porządkowe, które dbają o to, żeby turysta jak najmniej tych śmieci widział, wyławiając skarby z wody i sprzątając plaże. O zmoro! Nie wiem, kiedy i czy w ogóle zmieni się mentalność człowieka Wietnamu, który za nic ma piękno otaczającej go przyrody. W harmonii potrafi żyć ze stertą śmieci leżącą tuż pod jego nogami.
  2. Wynająć kajak i popłynąć na Monkey Island oraz poeksplorować inne wyspy i plaże w zatoce Lan Ha. Co ciekawe, wszyscy turyści ruszają na Ha Long, przepłacając za wycieczki i cisnąc się z rozwrzeszczanym tłumem, gdy wystarczy 16 zł, kajak i ma się piękno, ciszę i naturę w zasięgu kilku machnięć wiosłem. Jeśli dacie się zwieść wietnamskim biznesmenom hostelowo-hotelowym to zapłacicie minimum 3 razy więcej, niż jeśli wybierzecie się sami do przystani. W przystani (w miejscu, gdzie wykupuje się również bilety wstępu na zatokę – 30 k vnd = 4.90 zł) można wynająć kajak na cały dzień już za 100 k, tj. 16 zł.

Jeśli wynajmiecie kajak, koniecznie popłyńcie zobaczyć wspomnianą powyżej wioskę rybacką. Ludzie mieszkający na wodzie, w chatkach z drewna i blachy, pływający od domu do domu w łodziach – coś niesamowitego. Niestety nie mam zdjęć, bo zapomniałam tego dnia karty pamięci do aparatu. 🙁 Może i tym lepiej – powinniście zobaczyć to na własne oczy!

Poniżej zdjęcia z zatoki Lan Ha i Małpiej Wyspy:

Polecam wspiąć się na górę piętrzącą się nad Małpią Wyspą, a waszym oczom ukażą się tego typu widoki!
Więcej widoków z góry. W dole widać chatki i kurort, jeśli więc macie ochotę zostać na noc na tej maleńkiej wysepce, nic nie stoi na przeszkodzie.
Trochę się namachaliśmy tymi wiosłami, aż z pomocą przyszedł…
Pan Wietnamczyk za sterem, pływający z francuską rodzinką po zatoce. Nie prosiliśmy o stopa, ale że Wietnamczycy naród dość stroniący od nadmiernego wysiłku fizycznego na wakacjach, to Pan postanowił przywiązać nasze kajaki do swojej łodzi i ciągnąć nas za sobą z uśmiechem. Po chwili jednak podziękowaliśmy, bo nasze ekipa polsko-hiszpańska woli jednak machać!
Trzeba uważać na te stworzenia, bo zwinne, sprytne i jak złapią coś w te swoje rączki, to już nie puszczą. Zwinęły banany memu koledze, który mega głodny postanowił dokupić paczkę Oreo, z którą po chwili stało się to samo. ;D
Plaża na turystycznej Monkey Island, czysto, miło i przyjemnie. Tymczasem…
…inna plaża w tej samej zatoce, tyle że bez hoteli, chatek, sklepów i co najważniejsze – turystów z kieszeniami wypchanymi dolarami, toteż nie ma co sprzątać. 😉

3. Wynająć skuter i zjechać wyspę dookoła. Wynajem skutera już od 70 k = 11,50 zł/dzień (dzień liczą tu zwykle od rana do wieczora, a nie 24 godziny jak np. w Tajlandii).

4. Udać się na mały hiking w Parku Narodowym, bo tam czekają tego typu widoki (wstęp tylko 40 000 vnd):

5.  Zobaczyć zachód słońca w Cannon Fort. W tym miejscu waszym oczom  ukaże się wstrząsająco nieziemski widok. Cała zatoka w pełnej krasie, mnóstwo plaż, skał wyrastających w wody i wszędobylski spokój. Woda wydaje się wcale nie poruszać, tylko jej nieskończoność odbierze wam mowę. Mnie niestety nie udało się zobaczyć tam zachodu, bo niebo tego dnia wyglądało niczym mąka, ale wierzę, że musi to być coś fantastycznego.

Cannon Fort to – jak sama nazwa wskazuje – fort. Został on wybudowany przez Japończyków podczas Drugiej Wojny Światowej. Był miejscem strategicznym ze względu na swoje położenie, z którego widać było całe miasto i zatokę.  Fort został wykorzystany jako punkt strategiczny również przez Francuzów podczas Wojny Indochińskiej i przez Viet Cong w trakcie Wojny Wietnamskiej. Fort z tunelami, schowami, armatami i nawet własnym lotniskiem do dziś zdumiewa, onieśmiela, wywołuje zachwyt i zadumę.

Wstęp również wyłącznie 40 000 vnd.

6.  Zjeść w Yummy – najlepsze jedzenie ever. I jak na wyspę, ceny bardzo przystępne. Dla przykładu przepyszne indyjskie curry z kurczakiem to koszt ok. 8 zł, a uwierzcie mi – porcja duuuuża. Polecam również zupę kremową z grzybów i z dodatkami innych warzyw – niebo w gębie. Szczególnie jeśli mieszkasz, tudzież podróżujesz po Azji dość długo, to jest to upragniona odskocznia od ryżowej codzienności. Jest też oczywiście dużo wietnamskich specjałów, sajgonki, owoce morza, ryż z czym tylko sobie wymarzysz. Smoothie z jagodami i mlekiem kokosowym – mój ulubiony napój, ale paleta jest dość szeroka, więc dla każdego znajdzie się coś dobrego. Dla łasuchów naleśniki ze skondensowanym mlekiem kokosowym albo wcale nie słodką czekoladą (czekolada w Azji to dość rzadki i osobliwy twór – tak samo jak ser). ;D

7. Zagrać w wietnamskiego bilarda – zapytajcie lokalsów cóż to takiego, na pewno chętnie z wami zagrają.

8. Zapalić thuốc lào – (niekoniecznie tylko podczas wizyty na Cat Ba – zalecane gdziekolwiek w Wietnamie ;)) siądź na ulicy z Wietnamczykami zamawiającymi wiadro z bongiem i thouc lao, zaciągnij się mocno, aż będzie świstało w bongu, przytrzymaj chwilę w płucach i odpłyń. Oooo tak, niesamowicie mocny tytoń, który dosłownie zwala z nóg. Działanie jest natychmiastowe, kręci się w głowie, niektórym robi się słabo i gorąco, różne ludzie miewają odczucia, ale jedno jest niezmienne – uderza z ogromną mocą. Thuoc lao jest kilkakrotnie mocniejsze od zwykłego tytoniu, stąd też to działanie. Słyszałam różne wersje, że 8-9 razy mocniejsze, że 3-4, jak dla mnie to jakieś STO, jako że żadna ze mnie palaczka. ;D

Tu na zdjęciu z rodziną, która sprzedała mi swoje bongo, oczywiście używane. Jako że mój kumpel Hiszpan miał urodziny, chciałam sprezentować mu coś wyjątkowego, co przypominałoby mu nieustannie o Wietnamie. Prezent jak najbardziej się podobał i został przez wszystkich przetestowany tego samego dnia.

 

Ale pięknie się prezentuje, prawda?

Zapraszam na krótki filmik z prawie rajskiej wyspy:

 

Mam nadzieję, że nie trzeba was dłużej przekonywać, iż Cat Ba to niezwykłe miejsce. Co najbardziej urzeka mnie w tej wyspie jest fakt, iż jeszcze nie aż tak przesiąknięta turystyką, ukazuje unikatowość wyspiarskiego życia w kraju. Ludzie żyją od lat w ten sam sposób i jeśli interesuje Cię doświadczenie prawdziwej Azji, północny Wietnam to wciąż miejsce, w którym można ją zobaczyć. Tylko się pośpieszcie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy pieniądze i biznes zniszczą to, co zwane prawdziwym ŻYCIEM.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

One thought on “Zielono mi na Cat Ba!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *